Nowiny Gliwickie - 6 Styczeń 2010

Rośnie już czwarte pokolenie…

Szkołę, którą prowadzi Maria Szewczenko, nie sposób sobie wyobrazić bez niej. Związała z nią całe swoje życie… Wrosła w nią tak, jak sam budynek wrósł w ulicę Bytomską. Najpierw jednak było Społeczne Ognisko Baletowe w Gliwicach. W 1970r., prawie czterdzieści lat temu, jego dyrektorką została właśnie ona. W ciągu tych kilkudziesięciu lat przez mury szkoły przewinęło się kilka tysięcy młodych tancerzy. Ona sama dochowała się kilkuset absolwentów. Swoją miłością do tańca potrafi zarazić każdego, bez względu na wiek i pewnie dlatego na zajęcia zapisują się tu zarówno kilkuletnie dzieci, jak i kilkudziesięcioletnie panie(...)

Pasją do tańca zaraziła również swoją córkę Małgorzatę i trzecie już pokolenie tańczących kobiet w tej rodzinie –wnuczki, bliźniaczki Magdę Loranty i Marię Łacisz. Cała trójka tańczyła praktycznie od zawsze, czyli od lat przedszkolnych. To było tak naturalne, jak dla innych dzieci zabawa w piaskownicy. Zgodnie przyznają –taniec to życie, a życie to taniec. Nie, nie zatraciły się w nim. Potrafiły pogodzić tę miłość z życiem osobistym. Tak jak nestorka rodu, każda z pań założyła rodzinę i na co dzień pięknie udowadniają, że jak tylko się chce, wszystko można ze sobą pogodzić. W końcu najstarsza z nich Maria Szewczenko, prowadząc szkołę, urodziła i wychowała dwójkę dzieci, Małgorzata –ucząc tańca, dochowała się trójki, a najmłodsze, choć jeszcze przed trzydziestką też są już mamami. Jedna ma trzech synów, a druga córeczkę i syna. Jeśli jeszcze ktoś ma wątpliwości, to od razu wyjaśniamy – tak, maleńka też już stoi przy drążku.

- Córka zaczęła prowadzić zajęcia bardzo wcześnie, jeszcze w szkole średniej, to było i dla mnie, i dla niej po prostu naturalne –stwierdza Szewczenko. Zaczęła nawet wtedy studia na wydziale górnictwa, ale bardzo szybko zrozumiała, że szczęśliwa będzie tylko na sali baletowej. Poradziłam od serca –myślę, że dobrze zrobiłam –by przerwała te studia i po prostu pracowała ze mną. Gdy już okrzepła jako nauczycielka tańca tutaj, dojrzała, skończyła studia pedagogiczne.

Magda i Maria? One podobnie jak ich babcia i mama, po prostu nigdy nie przestały tańczyć. Zmieniły się tylko ich role – teraz przekazują to, czego same się nauczyły, innym. Pracują z pasją, oddaniem, co poświadczy każdy rodzic przyprowadzający tutaj swoje dziecko. Magda właśnie obroniła tytuł magistra matematyki, Maria studia na pewno skończy, ale musi jeszcze nieco popracować nad formą. Niedawno została trzeci raz mamą, a studiuje na akademii wychowania fizycznego. Zgodnie przyznają, że o prowadzeniu zajęć trudno myśleć im jak o pracy zawodowej, bo przecież taniec jest miłością ich życia(…) – To nasza pasja. Czujemy, że zostałyśmy w pewnym sensie wyróżnione, robimy to, co kochamy. Życzymy wszystkim, by mieli taką właśnie okazję. W naszym przypadku nie chodzi o prostą zasadę, że przejmiemy kiedyś interes babci. My mamy swoje pomysły, mamy wizję i chcemy ją realizować.